Akwarium

Siedziałam w akwarium razem z czterema braćmi i ośmioma siostrami. Każdy z nas spał w innym kącie. Od czasu, gdy ktoś kupił naszą matkę, nie potrafimy dojść do porozumienia. Jack, jako najstarszy z naszej rodziny chroni mnie, najmłodszą. Na imię mam Lucky, chociaż czasem zastanawiam się, skąd ja to wiem. Akurat 11 listopada zachował się w mojej pamięci jako szczególny. W tym dniu, jak zawsze siedziałam w domku, grzejąc się między dwoma siostrami. Właściciele sklepu już zamykali, wyłączyli też ogrzewanie. Właściwie nie wiem, czemu to robią. Często moje rodzeństwo przeziębiło się, a oni i tak zawsze zostawiali nas w tym zimnym pomieszczeniu. Cała rodzina wstrzymała oddech. Zawsze tak jest, gdy do naszej pani przychodzą ludzie i przyglądają się nam. Każdy szczur stara się zwrócić na siebie uwagę. Jedynie ja, odmieniec, siedziałam skulona w kącie i rozmyślałam o życiu. Nagle jakaś mała rączka złapała mnie za kark i wyciągnęła z akwarium. Zapiszczałam i to przestraszyło człowieka. Upuścił mnie, a ja, ze strachu schowałam się pod szafką z karmą dla psów. Moja pani mruknęła coś i mały człowiek zostawił mnie na ziemi. Ukradkiem zobaczyłam, że właścicielka sklepu podaje mojego najstarszego brata w torebce foliowej. Zdążyłam tylko poruszać wąsami na pożegnanie i brat zniknął za drzwiami.

Rozdział pierwszy: Wędrówka
Właścicielka sklepu... Sara Laught. Mimo swojego "śmiesznego" nazwiska, wcale nie jest śmieszna. Wręcz przeciwnie, jest okropna! Dręczy nas, a moje młodsze rodzeństwo daje, jako kolacja dla węży! Jednym słowem, okrutna jędza. Gdy tylko klient wyszedł, zaczęła mnie szukać. Bała się, że porozgryzam kable. Jednak najpierw poszła do kuchni i wzięła mój ulubiony smakołyk-czekoladę. Instynkt podpowiada mi, że nie powinnam tego jeść, ale byłam tak głodna, że bez oporów podbiegłam do otwartej dłoni. Już brałam słodycz do pyszczka, gdy nagle Sara złapała mnie i postanowiła włożyć do klatki. Wyrywałam się, ale ona była silniejsza. W ostatniej chwili, gdy dziewczyna zagapiła się, ugryzłam ją w palec i podbiegłam do otwartego okna. Reszta była łatwa. Byłam pewna, że nie będzie mnie szukać. Przecież ma jeszcze dziesięć szczurów. Mimo wszystko wolałam ukryć się gdzieś, aby przeczekać tą chwilę. Rozglądnęłam się i znalazłam idealną kryjówkę. Za ulicą był otwór w chodniku (tak mi się zdawało, że to był otwór). Poczekałam, aż wielki, czerwony samochód przejedzie i przebiegłam. Jednak za bardzo rozpędziłam się i wpadam do tej niby dziury. Okazało się, że to była studzienka, a ja spadałam na jej dno...

Rozdział drugi: Inni
Spadłam do wody. Do śmierdzących ścieków. Moja sierść lepiła się od brudu, a w pysku miałam nieprzyjemny smak. Wstałam resztkami sił i wyplułam wodę. Gdy moje oczy przywykły do ciemności, postanowiłam się rozejrzeć. Mimo nieprzyjemnego zapachu było mi dobrze. W ściekach przynajmniej było ciepło i łapki mi nie marzły. Nagle usłyszałam chrobot. Najpierw zaczęłam uciekać, ale potem przezwyciężyłam strach i obejrzałam się za siebie. Za mną stał mały, niewinny szczur. Spoglądał zaćmionymi oczkami i ruszał wąsami. Od razu wiedziałam, że jest niegroźny. Podbiegłam do niego i mrugnęłam porozumiewawczo. Mały przechylił zabawnie łepek i podbiegł do mnie. Zapiszczał coś. Zrozumiałam, że nie jest sam. Zza ściany wyszły dwa kanałowe szczury. Jeden był albinosem. Jego czerwone ślepia błyszczały w ciemnościach. Drugi był mniejszy, widocznie była to samica. Miała czarną sierść i ucięty ogon. Mały podbiegł do samicy i wykonał parę gestów "językiem ciała". Samica, a konkretnie matka młodego szczurka widocznie zrozumiała i podeszła do mnie. Poruszała wąsami parę razy i mrugnęła. Był to znak, że nie chce się ze mną kłócić, ani zrobić mi krzywdy.