Opowiadanie Kyynel

Gdzieś na końcu świata stała rudera starego pałacu, pałacu, który niegdyś tętnił życiem, teraz stał, sam w środku zarośniętego parku. Pałac nie nadawał się do remontu, zostały tylko mury i część dachu. Tylko na parterze ostał się sufit, wszędzie leżał gruz i było to miejsce nie zbyt przyjazne dla nikogo, jednak nie było samotne- codziennie do pałacu przychodziły dzieci z pobliskiej wioski. Mała subkultura, gang, jaki tworzyły, wymagał czegoś więcej niż tylko biegania po polnych drogach, dzieci miały tajne miejsce w pałacu- miejsce gdzie nikt nie chodził, które było ich własne. Pewnego dnia, kiedy siedziały w swojej bazie usłyszały, że coś lub ktoś chodzi po gruzach za ścianą. Z przerażeniem i krzykiem pobiegły do domów i opowiedziały wszystko innym. Ponieważ był to czas, kiedy ludzie wierzyli sobie w najgłupsze rzeczy powstało przekonanie, że po pałacu wędruje diabeł. Nikt nie ważył się wejść do pałacu, bał się, że zostanie porwany... Tylko mały chłopiec- najmłodszy z całej wsi, którego odrzucili przyjaciele, bo... był inny. Chłopiec miał czarne włosy i czarne oczy, był sierotą, która mieszkała u starszej kobiety, która nie mogła ruszać się z łóżka. Musiał być bardzo pracowity- nikt mu nie mógł pomóc. Pewnego dnia jego macocha umarła i został sam, odrzucony przez świat, bez schronienia, bez dachu nad głową... Poszedł do parku i chciał oddać swoją duszę czartowi, chciał umrzeć i zostawić swoją dolinę rozpaczy gdzieś w otchłani. Przenocował na pałacowych ruinach, a rano otwierając oczy zobaczył wielkie ślepia wpatrzone w jego. Stanął równo na nogi i patrzył z przerażeniem na stworzenie. Okazało się, że był to wielki szczur, największy, jakiego mogła stworzyć natura. Szczur wyciągnął się w stronę chłopca, po czym szybko zawrócił i uciekł za ścianą pałacu. Chłopiec nie mógł uwierzyć, wyciągnął z kieszeni kawałek chleba i poszedł za szczurem, niestety nie znalazł go. Nie wiedział jednak, że każdy jego ruch obserwowały dwa czarne ślepia ukryte w zaroślach. Postanowił zostawić chleb i wrócił do wioski. Nazajutrz wziął kilka jajek i bochenek chleba i o świcie udał się do parku. Chleba nie było, ale kiedy wszedł do środka pałacu ten sam szczur umknął jakąś dziurą. Chłopiec rozbił jajka i wyłożył chleb na kamieniach, usiadł i czekał. Szczur wyjrzał z zaciekawieniem. Krok po kroku podchodził do pokarmu, ale każdy, choćby najmniejszy ruch chłopca sprawiał, że uciekał z powrotem. Po całodniowym czekaniu chłopiec udał się do domu, jednak ogromne, ogoniaste stworzenie śledziło go przez całą drogę. Tego wieczoru dom chłopca spłonął i nikt o nim więcej nie słyszał... Tylko nieraz podobno widać jak bawi się ze szczurem w między gruzami pałacu.